środa, 10 kwietnia 2013

Moja fitnessowa szafa

Ubrania i buty do ćwiczeń zajmują przynajmniej połowę mojej szafy. Nie może być inaczej... są przecież moim roboczym mundurkiem. Jeszcze kilka lat temu, podstawowym kolorem w jakim prezentowałam się na sali była czerń. Dziś jestem od niej prawie wolna, a na półkach z bluzeczkami, topami i spodniami zagościł kolor. Od jakiegoś czasu szaleję za neonowymi, oddychającymi koszulkami. Nuda panuje jedynie w strefie butów, bo chyba jak większość Polek świadomie lub podświadomie myślę sobie, że przecież czarne do wszystkiego pasują. Mimo, że biustonoszy sportowych nie potrzebuję tak bardzo jak niektóre panie, nie wyobrażam już sobie ćwiczyć bez nich. Precz z fiszbinami!









fot. me, Kasia N.


5 komentarzy:

  1. kolorowy zawrót głowy ! jak tylko schudnę zakupię sobie ekstra strój :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba schudnąć, żeby kupić sobie świetny strój! Lepiej kupić taki w którym wygląda się świetnie nawet przy nieidealnej sylwetce! W ładnym stroju lepiej się ćwiczy, i jest motywacja!

      Usuń
  2. Biustonosza sportowego mozna nie potrzebowac, ze wzgledu na rozmiar piersi? Absolutnie nie ;) Nasza straz przednia przebiega z nami kawal dystansu, nawet ta mala straz przednia ;)
    Ale pieknie w tej szafie, kolorowo. Ja ostatnio dopiescilam sie moja ulubiona seria Nike (Nike Pro), bo wreszcie jest w kolorach, roznych kolorach.

    OdpowiedzUsuń
  3. skąd ta piękna bluzeczka w pomarańczowo-różowo-fioletowe cętki? :)

    OdpowiedzUsuń