sobota, 27 kwietnia 2013

Moja "magiczna" dieta

Dostałam ostatnio bardzo dużo pytań o moją dietę. Nie stosuję żadnej konkretnej. Staram się jeść zdrowo i zróżnicowanie. Na śniadanie zjadam to, na co mam ochotę. Jeśli jest zbyt małe, jestem głodna po niecałej godzinie. Czerwonego mięsa nie spożywam właściwie wcale, zastępuje je w prawie stu procentach drobiem i rybami. Kocham natomiast nabiał wszelkiego rodzaju, warzywa i owoce pod każdą postacią. W ciągu dnia nigdy nie chodzę głodna. Do pracy noszę ze sobą np. banana, jogurt i małego batonika (zwykle mussli). Mam taki charakter pracy, że 2-3 razy w trakcie dnia wpadam do domu i mam wtedy godzinę  na uszykowanie i zjedzenie posiłku oraz odpoczynek. Nie muszę więc nosić prowiantu na ośmiogodzinny dzień pracy. To jest plus. W domu nigdy nie jestem wcześniej niż o godzinie 20.30  - wtedy kończę trening (który jest jednocześnie moją pracą, więc nie ma odstępstw) i zjadam samego tuńczyka bądź biały ser, a gdy jest mi mało pochłaniam jeszcze grejpfruta.  

Zasady, których bezwzględnie pilnuję:
  • Po powrocie z treningu  (po 20) nie jem ŻADNYCH węglowodanów. Zamiast tego biały ser, tuńczyk, wędlina.
  • Śniadanie porządne. Po śniadaniu jest czas na kawę i ewentualnie coś słodkiego (batonik mussli, suszone owoce, garść żelków).
  • Nie jem na co dzień białego pieczywa, makaronu, ziemniaków.
I jeszcze jedna rzecz, której nauczyłam się na własnych błędach. Od czasu do czasu, powiedzmy raz na tydzień, pozwalam sobie na swoje ulubione przysmaki, których nie jem na co dzień (np. słodycze, białe pieczywo, paluszki - lista jest długa). Jeśli wyłączę je całkowicie z diety robi się niebezpiecznie... Przeobrażam się w dzikie zwierze, które od dawna nic nie upolowało. Tutaj kłania się zasada - Jedz wszystko, ale z umiarem.


Obiad, który wszyscy znają i kochają. Ja również i właśnie tak wygląda mój talerz przynajmnie 3 razy w tygodniu. 0,5 kg warzyw! Mam naprawdę pojemny żołądek.




Drugie śniadanie



Późny wieczór



Kawa + jedno z poniższych. Są pomocne również przed treningiem, gdy potrzebuję zastrzyku energii.


11 komentarzy:

  1. tak z batonikami sie zgodze jak nie zjem mam wytrzeszcz oczu i zamieniam sie w dzikiego potworka
    lubie batony 'bleib gesund'

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli zdrowo i zbilansowanie:) Brawo:)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję,że po maratonie skończy się moja obsesja makaronowa:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja wlasnie tez teraz cierpie na makaronowa obsesje;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie "diety" lubię najbardziej, po prostu zdrowo i kolorowo ;) Ja mam często problem z węglowodanami na kolację, mimo że ciągle próbuję ich unikać ;/

    OdpowiedzUsuń
  6. Pozytywny wpis ! Zasady odżywiania są idealne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyznaję tą samą zasadę, jeśli chodzi o jedzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. też raz w tygodniu pozwałam sobie na male co nie co. przeważnie w sobotę:) dzis były lody:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie zróżnicowanie jest dobre, w sensie raz w tygodniu zjeść to co się lubi. nie zmienia się całkowicie swoich nawyków i unika się "napadów" na ulubione smakołyki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. piszesz, że po 20 nie jesz żadnych węglowodanów, a niżej zdjęcie z podpisem "późny wieczór" a na nim owoce, czyli czyste węgle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt. Powinnam była napisać pieczywa itp. Zresztą to już nieaktualne, bo teraz jem węgle nawet w postaci chleba. Niewiele bo niewiele, ale są.

      Usuń