sobota, 13 kwietnia 2013

Rytualne ważenie

Codziennie rano oprócz śniadania, kawy i mycia zębów staję na wadze z nadzieją, że wskazówka znajdzie się przy odpowiedniej liczbie. Z reguły tak się dzieje, znam już trochę swoje ciało. Wiem, że gdy trenowałam do późna waga będzie łaskawa, a surowa jeśli poszalałam z kolacją. 
Czy ważenie się codziennie to przesada? Myślę, że nie. Kilka lat temu używałam wagi elektronicznej. Musze przyznać, że nie jestem ich fanką. Te gramy naprawdę mnie dobijają. Czy ja przypominam ser żółty, żeby mnie odmierzać w dekagramach? Rozzłoszczona tą dokładnością, której ani trochę nie potrzebowałam, zakupiłam "starodawną" wagę mechaniczną. Teraz codzienna kontrola moich zasobów tłuszczu jest bardziej orientacyjna niż precyzyjna, ale przynajmniej pozwala mi nie popaść w obłęd.
Podczas ważenia oczywiście stosuję podstawowe cztery zasady:
  • wagę stawiam na równym i twardym podłożu (nie tak jak na zdjęciu;)),
  • zawsze przed wejściem na wagę odwiedzam toaletę,
  • obowiązkowo ważenie odbywa się bez ubrania,
  • jeśli zapomnę się zważyć przed śniadaniem (trudno), muszę poczekać do następnego dnia.




Mój rytualny podwieczorek:)





1 komentarz: