piątek, 14 marca 2014

Schudnij do lata - dwie możliwe drogi

Zaczęło się! Wielki odliczanie do lata. Każda chce być szczupła i jędrna. Jedni są już na półmetku, a inni dopiero zbierają się w sobie. Postanowili, że chcą i czekają na odpowiedni moment. 

Znam dwie drogi do szczupłej sylwetki i zamierzam się z Wami podzielić moją wiedzą i doświadczeniami :)


Sposób pierwszy

Trzy miesiące przed wakacjami przypominasz sobie, że lato tuż tuż. Czasu nie jest wiele, więc wytaczasz porządne działa. Rygorystyczna dieta i dużo ruchu. Na aerobiku, ćwiczeniach dywanowych, bieganiu i spacerach spędzasz ile się da, bo trzeba zrzucić jak najwięcej w tym krótkim czasie. Im więcej schudniesz tym lepiej zaprezentujesz się podczas wakacyjnej imprezy ze znajomymi, na plaży, spacerze w szortach. Nie chcesz słyszeć, że szybkie chudniecie nie jest zdrowe, że masz sińce pod oczami i szarą skórę, bo jesteś szczęśliwa z tymi znikającymi centymetrami. Tak, to uczucie jest nieziemskie. Nawet to, że talerz jest skromny przestaje przeszkadzać, bo liczy się tylko cel. 5, 10, 15 kg... Spojrzenia zazdrości tych, którzy nie mają tyle silnej woli dają dodatkowego kopa. 

Zachęcające. Można się rozmarzyć. Każdy by chciał szybko i skutecznie gubić kilogramy. Mięśnie są dla większości kobiet obojętne. Z nimi czy bez - byle waga spadała. Niestety to szybkie rozwiązanie jest do kitu. Prowadzi do ogromnego i tłustego jo-jo i nie łudź się, że Ciebie nie dotyczy! Spojrzenia zazdrości zamienią się w dziką satysfakcję, a Ciebie wpędzą w stan depresyjny...

Sposób drugi

Zdrowa dieta (co za banał), o której zanudzają na każdym kroku, z niewielkim ubytkiem kalorycznym. Dużo rozsądnie dobranego ruchu, w którym znajdują się i treningi wzmacniające, siłowe i cardio. Bez szaleństwa, bez wycieńczania ciała. Spadku wagi i centymetrów nie notujesz z dnia na dzień, tak jak w poprzedniej opcji. Przychodzą one wolniej. Być może do wakacji nie schudniesz tyle ile Ci się marzy. 


Zastanów się co jest dla Ciebie ważniejsze

Czerwiec, lipiec i sierpień 2014, czy całe Twoje życie?
Chyba nie planujesz położyć się do grobu tuż po urlopie?  Z opcją nr 2 być może nie zmieścisz się w wymarzony rozmiar już w czerwcu (a może tak), ale już za rok na pewno. 

Całożyciowa zmiana nawyków pozwoli Ci cieszyć się piękną sylwetką nawet po 60-ce
Ja mam właśnie taki plan :)




33 komentarze:

  1. A jakby połączyć te dwa sposoby? :)
    Trening interwałowy + odpowiednie odżywianie + rozsądek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! idealna recepta.
      Agata masz boskie plecy! Pokaż je kiedyś w całej okazałości!

      Usuń
  2. coraz częściej myślę o tym, że chcę być żwawą babcią ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś dzisiaj się uparłyśmy na tą emeryturę ;-) Wybieram nr 2 , tzn. wybrałam i staram się być konsekwentna. Dam radę, do 60-tki mam jeszcze troszeczkę czasu hehe pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie, bez dwóch zdań- opcja nr 2 :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja wybieram opcję numer dwa, mimo że chcę schudnąć, więc nie ma tu mowy tylko o zdrowym odżywaniu. Szczerze, nawet gdybym chciała to ciężko by mi się było zmusić do 1000 kcal dziennie i 2 godzin ciężkich ćwiczeń, nie jestem masochistką...

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście, że wybieram nr 2 i w sumie już dawno wybrałam :) Nie wyobrażam sobie katować się dietami, liczyć dokładnie kalorie, głodzić się i katować kilkoma godzinami treningu dziennie tylko po to by zobaczyć ubytek wagi czy centymetrów jak najszybciej. Jeśli chodzi o mnie, to akurat nie chcę zrzucać z wagi, bo wagę mam dobrą-a mogę mieć i większą, jeśli mięśnie zaczną ważyć - akurat się tym nie przejmuję, bo nie ważę się a mierzę. Moim celem jest zrzucenie tylko brzucha a resztę ciała po prostu wzmocnić i wysmuklić. Na efekty trzeba poczekać i mimo, że wiem, że do lata nie będę mieć figury modelki, jestem pewna, że zobaczę świetne efekty, które w końcu dodadzą mi pewności siebie na plaży, wakacjach, wśród znajomych :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agata, jak sądzisz ile kalorii muszę spożywać?

    bo w każdym poradniku jest napisane coś innego...
    a Tobie ufam, bo twoje ćwiczenia sie sprawdzaja :)))
    moj wrost-173 waga-60, 5 razy w tygodniu HIIT i pilates naprzemiennie 30 min - 1h

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie korzystam z liczników. To również zależy od tego jaką pracę wykonujesz ile jadłaś do tej pory. Utnij od tego co jadłaś 300 kcal na próbę i obserwuj swoje ciało.

      Usuń
    2. dziękuje :)

      Usuń
  8. Nie jestem Agata, ale wydaje mi sie ze spokojnie 2000 mozesz wciągnąć:) M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje za poradę :)

      Usuń
  9. Zdecydowanie 2 sposób jest rozsądniejszy.

    OdpowiedzUsuń
  10. dziś czwarty dzień mojej diety, na ruch nie mam zbyt dużo czasu

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem za opcją drugą! :D Najważniejsze jest aby wyglądać dobrze przez całe swoje życie, przez cały rok, a nie tylko 3 miesiące w roku.

    OdpowiedzUsuń
  12. Twoje podejście jest bardzo interesujące! :) Zdecydowanie opcja nr 2. Jak tylko uporam się z bólem i chorobą, to natychmiast wracam do ćwiczeń :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Opcja numer jeden zawsze wyadawała mi się cięższa, no bo jak czuć się dobrze będąc na niemal głodzie? Rygorystyczna dieta nie jest dla mnie. Podobnie przeforsowywanie się. Zdecydowanie wybieram drugie rozwiązanie, chociaż na efekty trzeba będzie dużej poczekać.

    Od ok. tygodnia powoli, a nawet bardzo powoli staram się zmieniać nawyki żywieniowe i powiem szczerze, nie jest to łatwe. Robię to metodą prób i błędów. Czuję jakbym błądziła po omacku, jednak najczęściej okazuje się, że najprostsze rozwiązania są najlepsze i warto się po prostu wsłuchać w siebie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ah.... skąd ja znam skutki opcji pierwszej... chciałam tak na poprzednie lato... oczywiście zaczęłam zbyt późno, na plaży i tak nie pokazałam się w bikini a wraz z wyjazdem ze znajomymi porzuciłam dietę na całe dwa miesiące... Rok szkolny zaczęłam z poczuciem przegranej a wkrótce potem nadeszły zaburzenia odżywiania.
    Nie idzie tą drogą!
    Opcja druga jest zdecydowanie lepsza i to jej się teraz trzymam ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. bardzo9 dobry post w odpowiednim czasie! Zgodze się w miliony procentach :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Heh. Dlatego też kiedy otworzyli niedaleko mnie całkiem fajną i tanią siłownię, wykupiliśmy z chłopakiem roczne członkostwo (w lutym). Po miesiącu spadł mi kilogram, ale też łącznie 8cm. Mam nadzieję, że będzie spadać systematycznie po kawałku, rzeczywiście z tłuszczu, i w kolejnym roku już nie będę musiała postanawiać się odchudzać. A teraz trudno, nie pierwsze to grube lato przeżyte ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolne chudnięcie jest dużo bardziej trwałe i tak naprawdę tylko ono ma sens :)

      Usuń
  17. Przerabiałam sposób pierwszy i już do tego nie wrócę, kilogramy wracają jak bumerang i depresja gotowa.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ahh, a ja wiem, ze i tak nie schudnę. Więć jem zdrowo, ale jako tako na diecie nie jestem i ćwiczę :) Minimum te 40 minut.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja również. Dlatego powoli, małymi krokami, ale z głową:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Opcja nr.2 zdecydowanie rządzi! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. więcej takich świadomych postów :) ja za młodych lat popełniłam chyba wszystkie możliwe błędy żywieniowe i do tej pory za to płacę - dziewczyny myślcie o przyszłości! ktoś wyżej napisał - "być żwawą babcię" - fajnie, tylko przy złych nawykach żywieniowych ciężko jest później zajść w ciążę :(
    będę o tym pisała i się powtarzała, bo ja to przeżywam teraz, a jeszcze 10 lat temu w ogóle o tym nie myślałam - przecież "jakoś to będzie" :/

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo mądry wpis, oby jak najwięcej zaczynających przygodę z odchudzaniem tu zajrzało :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Hej:) A ja jestem na diecie od 7 stycznia: nie liczę kaloryczności swoich posiłków, ponieważ po x latach i jojo znudziłam się tym. Ponieważ aktualnie jestem bezrobotna to mam dużo czasu dla siebie: jem 4-5 razy dziennie (zależy o której wstaję i o której planuje się położyć spać) co ok3-4 godzinki. Wydaje mi się, że jem trochę więcej białka aniżeli tłuszczu, z węglami różnie - raz więcej, raz mniej. Jem rzeczy chude, zdrowe. Nie pamiętam kiedy ostatnio burczało mi w brzuchu. Myślę, że jem ok 1300-1600 kcal dziennie + codzienne ćwiczenia (te dywanowe) + zumba XBOX. Schudłam od 7 stycznia do dziś 29 marca około 10 kilogramów. Przyznam, że moja waga startowa to 80kg (160cm), we wrześniu 2013 waga była 70kg, w maju 60kg, w styczniu 53 kg, sierpień 2012 - 75 kg, sierpień 2011 65kg. Więc u mnie takie wzgórki i pagórki były. Tylko, że dopiero od tego roku zaczęłam uważać na to co jem. Moje pytanie do Pani, bo widzę, że jest pani profesjonalistką w tym co robi: czy to nie za duży spadek wagi? Widzę po moim ciele, że robi się smuklejsze, dupka mi trochę się podniosła, brzuszek się rysuję mimo masy tłuszczu na moim ciele. Ale boję się, że za szybko te 10 kg znowu poleciało - moja skóra zrobiła się taka gumowata i boję się, że coś robię źle.

    OdpowiedzUsuń