niedziela, 24 sierpnia 2014

Zmiana nawyków żywieniowych to nie dieta

Nienawidzę diet odchudzających. Uważam je za bezsensowne, złe dla naszego zdrowia, złe dla sylwetki. 

Każdy, kto chce schudnąć powinien wykreślić to słowo ze swojego słownika i zastąpić je terminem dobre nawyki żywieniowe. 

Odchudzałam się bardzo wiele razy i za każdym razem wracałam do złych nawyków. Sukces, bo właśnie tak postrzegam swój aktualny wygląd, przyszedł dopiero wtedy, kiedy udało mi się wdrożyć kilka dobrych nawyków, o których pisałam już wcześniej <klik> <klik>

Bardzo cieszę się na każdy niedzielny obiad z rodziną, na pyszne ciasto babci, które niekoniecznie zawiera mąkę pełnoziarnistą lub inne bezglutenowe cuda. Lubię zjeść z mężem pizze z tłustym serem. Wiem, że wiele z Was odwiedza mojego bloga właśnie dlatego, że prowadzę normalne życie z normalnym jedzeniem, że nie liczę ilości zjadanego białka i nie ważę każdego ziemniaka. Myślę, że właśnie to udowadnia możliwość znalezienia balansu w tym popychającym nas do skrajności świecie. 

Dieta odchudzająca może odebrać życiu wiele przyjemności. Dzięki dobrym nawykom żywieniowym, cieszę się każdym smakołykiem. Wystarczy wiedzieć kiedy i na ile mogę sobie pozwolić :)









Jak to wygląda u Was? Łatwiej jest Wam trzymać rygorystyczną dietę z dokładną rozpiską, czy zdajcie się na podpowiedzi jakie daje organizm?

48 komentarzy:

  1. Pięknie Agatko, raczej rzadko zdarza mi się inspirować blogami/fit inspiracjami/ motywatorami itp.ale ty niewątpliwie inspirujesz:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za ten wpis. Nareszcie ktos z normalnym podejsciem. Gdy chcialam na stale zrzucic kilka kilo, wszyscy dziwili sie "ooo to Ty jesz chleb z serem na diecie?" Tez nie znosze slowa dieta ani odchudzanie bo tak negatywnie brzmia, i sugeruja ze to co robimy sie skonczy jak schudniemy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem za. Sama ostatnio wspominałam, w końcu można od tego zwariować. Nie jedz tego, nie jedz tamtego. To jedz, o tej porze, tamto o innej. Przecież to zwariować można. A w ogóle się zastanawiam jak to ludzie zapamiętują?
    Fajnie, że się nie przejmujesz czy od kawałka ciasta nie zawali się twój świat. Świetny blog. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie jestem przeciwniczką diet! Jest dokładnie tak jak piszesz, należy słuchać swojego organizmu i jeść wszystko tylko z umiarem.
    Pozdrawiam
    goodmood5.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. ładne

    zapraszam http://www.iamemilia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Podchodzę do tego tak jak Ty - żadnych diet, tylko zdrowe nawyki.
    W moim przypadku tylko to przynosi korzyści i komfort psychiczny ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. zgadzam sie z kazdym napisanym przez Ciebie zdaniem. dla osob,ktore maja problemy z tyciem pomimo zdrowego odzywiania i aktywnosci fizycznej polecam zbadac tarczyce. ja osobiscie przez pare lat meczylam sie z tluszczykiem zalewajacym moje cialo pomimo, ze jestem osoba aktywna. na szczescie od paru miesiecy jestem pod opieka endokrynologa i w koncu widze efekty zdrowego odzywiania i zajec w aquatica fitness:) do tego jestem maniaczka zapisywania wszystkiego w kalendarzu i uwielbiam co miesiac podliczac ilosc dni aktywnych i chetow;) dla poczatkujacych moze to byc bardzo pomocne bo widza "czarne na bialym" jak wyglada ich aktywnosc i moga monitorowac postepy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim zdaniem zmiana nawyków to dieta, ale takie jest moje zdanie ;) W końcu sama dieta to sposób odżywiania. Niestety wiele osób na równi traktuje pojęcie diety z dietami odchudzającymi a tu już jest różnica. W efekcie czego na hasło dieta pierwszym skojarzeniem jest Dukan, kapuściana, liść sałaty, wafle ryżowe i woda. Zgadzam się, się z tobą! i sama wychodzę z założenia, że babcine ciasto czy pizzę ze znajomymi na mieście warto zjeść zachowują umiar :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bluzeczka idealnie wpisuje się w tytuł posta ;) ja również nie lubię trzymać się diet, liczyć kalorii, planować jadłospis na cały miesiąc. Jeśli ktoś jest w pełni zdrowy, jego organizm pracuje prawidłowo to moim zdaniem wystarczy ograniczyć spożycie cukru, odżywiać się racjonalnie i po jakimś czasie sylwetka sama nabierze lepszego wyglądu ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Organizm + lata doświadczeń. Liczenie zawodzi.Buziaki:-)!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja na co dzień jem czysto i możliwie jak najzdrowiej, ale raz na dwa-trzy tygodnie, czasem rzadziej, pozwalam sobie na odrobinę luzu. Jeden dzień nie przekreśla codziennej diety, nawet jeśli pofolguję sobie mocniej - a przecież nie samym dbaniem o zdrowie człowiek żyje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety przy niedoczynności muszę ważyć i zapisywać to co jem, ale jeszcze nie upadłam na głowę :D jak byłam nad morzem to jadłam lody z polewą oraz pierogi. Czasem zjem ciasto czy zwykłą pszenną bułkę i jakoś tyłek mi nie rośnie. Jak ktoś się zdrowo i racjonalnie odżywia a do tego ćwiczy (ale sensownie, a nie codzienne zarzynanie) to czasem może sobie pozwolić na jakiś "bonus".

    OdpowiedzUsuń
  13. najlepsza dieta to brak diety- tylko umiar i rozsądek :)

    OdpowiedzUsuń
  14. wiedza i dieta intuicyjna, drogą do sukcesu : )

    OdpowiedzUsuń
  15. No tym ciastem na zdjęciach to sprawiłaś, że już sama nie wiem co robić :)
    Ale tak na serio to ja sądzę podobnie jak dziewczyny wyżej dobra dieta to brak diety :)
    Bo jak na niej będziemy to ciągle będziemy chcieć czegoś nieosiągalnego a jak w końcu się na to rzucimy to już po nas. Tak więc jedzmy po prostu z głową :)
    Pozdrawiam


    http://www.3stepstohealth.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. a ja myślę, że nie mamy tutaj co patrzeć ze zdziwieniem na osoby liczące kalorie i makroskładniki. Są różne podejścia i nie tylko jedno jest właściwe:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Na każdego działa coś innego, ważne by znaleźć swoją właściwą drogę do zdrowego trybu życia.
    A Twoje posty niewątpliwie to ułatwiają i pokazują kierunek, ale czy my umiemy tak żyć - to się okaże :)

    OdpowiedzUsuń
  18. łatwo jest chwalić się,że jesz z mężem pizzę,albo nie liczysz ilości zjadanego białka etc,a nie tyjesz,skoro jesteś instruktorką fitness i pewnie w pracy spalasz jakieś 5000kcal podczas jednego dnia.
    Wtedy wystarczy nie przesadzać z tłustym żarciem i bum!-figura fit gwiazdy z Instagrama gotowa.
    Niestety,nie każdy ma okazję spędzać na treningu 5 godzin dziennie
    Pozdrawiam,Joanna

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja myślę, że liczenie (ale nie obsesyjne) może być w niektórych przypadkach przydatne w nauce właśnie tego "zdrowego odżywiania się". Jednocześnie absolutnie jestem przeciwna głodówkowej diecie i jedzenia jak najmniej w dodatku byle czego :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja liczę kalorie, ale tylko po to, by kontrolować czy jem dobrze. Jak mam ochotę na grill - jem grill. Mam ochotę na pierogi - jem pierogi. Grunt by wszystko było z umiarem, jak pisały dziewczyny wyżej :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Cały czas słyszę od ludzi, że jestem na diecie, a ja po prostu nie jem śmieci :) Oczywiście zdarzają mi się odstępstwa od "diety".
    Liczę makro z czystej ciekawości, sprawdzam jak wpływają na mój organizm, ale nigdy się nie katuję, tym bardziej mini porcjami - za ciężko ćwiczę, żebym mogła sobie na to pozwolić :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja kieruję się tą samą zasadą co Ty i właściwie odkąd tak jest o wiele lepiej się czuję i wyglądam. Kiedyś liczyłam wszystko, ograniczałam się i ciągle chodziłam głodna. Dziś zachowuję umiar (nie świętuję codziennie), ale słucham tego co podpowiada mi organizm. Spełniam zachcianki, a ewentualne grzechy wyrównuję dobrym treningiem. ps. Według mnie to niewątpliwie jeden z większych plusów Twojego bloga, że nie jesteś kalkulatorem składników odżywczych, tylko świadomą kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zgadzam się z Tobą i kieruję się takimi samymi zasadami :) Staram się słuchać swojego organizmu i absolutnie nie trzymam się rygorystycznych rozpisek.. To byłoby dla mnie strasznie, lubię bawić się jedzeniem i wgl ;) A od czasu do czasu pozwolić sobie na małe co nieco :)

    OdpowiedzUsuń
  24. kilka lat musiało upłynąć, moja waga musiała kilka razy drastycznie się zmienić, żebym zrozumiała o co chodzi z "normalnym" jedzeniem. paradoksalnie, coś co powinno być oczywiste sprawia w dzisiejszym świecie tyle problemów.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja dla odmiany mam problem z przytyciem, walczę ostro i na siłowni i w kuchni z dokładną rozpiską. Muszę wiedzieć ile i czego jem po czym jest wzrost masy a po czym nie. Nie jest łatwo, mam 174cm wzrostu, teraz na szczęście już 54kg wagi i na tym etapie jestem na 2700kcal i powoli zaczynam łapać masę. Myślę, że w ciągu tej zimy dojdę do 3000kcal i na tym stanie bo to dla mnie już kosmiczna ilość jedzenia. Na szczęście nie mam najmniejszego problemu z trzymaniem się rozpiski. Teraz na "masie" i myślę, że przy redukowaniu będzie podobnie. To życie według rozpiski podczas ostatniego roku również stało się moim nawykiem.

    OdpowiedzUsuń
  26. Niestety, ale przeszłam wiele głupich diet odchudzających z dużym uszczerbkiem dla mojego zdrowia (zarówno fizycznego jak i psychicznego). Dzięki temu jednak bardziej rozumiem swój organizm. Wiem kiedy coś mu służy kiedy nie. Staram się jeść zdrowo. Wybieram produkty wartościowe. Od czasu do czasu pozwalam sobie na piwo, pizzę czy ciacho, ale już bez wyrzutów sumienia;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Nigdy nie stosowałam drastycznych diet. Od jakiś 3 miesięcy zaczęłam patrzeć na to co jem, staram się ograniczać słodycze praktycznie ich nie jem, zastępuje owocami. Nie opycham się na noc. Od dłuższego czasu nie jadam fastfoodów, pizzy, kebabów. Przez dwa miesiące ćwiczyłam, jeździłam na basen i rowerem. Zauważyłam, że moje ciało zmienia się, na dobre. Brzuch staje się płaski i zaczynam dostrzegać mięśnie:) Mialam 3 tygodniową przerwę w ćwiczeniach, dzisiaj znów wracam do ćwiczenia i już nie mogę doczekać się, kiedy ujrzę kolejne efekty:)
    Pozdrawiam i obserwuję, zapraszam do mnie http://cyfrowasparkle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Diety zdecydowanie nie są ani dla mnie, ani dla mojego ukochanego. Od pewnego czasu, kiedy zauważyliśmy, że trochę nas przybyło, a szczególnie niepokojące się to stało dla Konrada, staramy się nieco rozsądniej jeść. Ograniczyliśmy ilość spożywanych fast foodów (choć nie zrezygnowaliśmy z nich zupełnie - uwielbiamy pizzę i nie potrafimy sobie czasem odmówić czegoś z KFC czy McDonald's). Ja do minimum ograniczyłam nabiał oraz czekoladę (głównie ze względu na moją cerę), ale także dużo więcej piję wody. Konrad w pracy popija sok owocowy, a nie colę i na drugie śniadanie zabiera coś zdrowego z domu, a nie zamawia pizzy czy kebaba trzy razy w tygodniu. Od razu lepiej się czujemy. Gdyby tylko jeszcze wprowadzić więcej ruchu do naszego życia to nasze samopoczucie jeszcze bardziej by się polepszyło, a waga nasze ciała też szybciej wróciłyby do formy.

    Nie ma po co się katować dietami. Lepiej odżywiać się rozsądniej. Myślę, że to lepsze wyjście dla nas, naszego zdrowia i organizmu. :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie wyobrażam sobie być na rygorystycznej diecie...Dla mnie to najgorsze, co można zrobić. Zawsze dziwiłam się moim koleżankom, które przechodziły na coraz to dziwniejsze diety - a jak im powiedziałam, że to nic nie da, to byłam ta zła. One nadal borykają się z otyłością, a ja wyglądam fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Rygorystyczna dieta to nic ciekawego, ale teraz większość się na nią powołuje. Sama kiedyś przez nią przeszłam i bardzo żałuję ponieważ wróciło to z podwójną mocą i ważyłam 2x więcej :) Teraz patrzę nie na to ile jem, a na to co jem i jest 100x lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Zapraszam do nowego spisu blogów o tematyce fit. Na razie jest w budowie ale mam nadzieję, że z pomocą Twojego bloga uda się go rozpowszechnić, a i Twój blog skorzysta będąc w spisie. Rzuć okiem FITNESIAKI

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja próbowałam rygorystycznie z rozpiską, ale wytrzymałam 1.5 tygodnia. Teraz trochę wyluzowałam, nie planuję wszystkiego, bo to zabiera za dużo czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Zdrowe odżywianie udaje mi się od jakiegoś czasu niestety jestem czekoladowym potworem dlatego ciągle przegrywam walkę z czekoladą i cały mój plan zrzucenia zbędnych kilogarmów nie wypala. Znasz jakieś sposoby na poskromienie apetety na czekoladowe wyroby? Słyszałam o zwiększonej ilości białka w diecie, suszonych owocahc, ale wszystko to przetestowałąm i dalej nic..
    A kolejne pytanie- w jakim to programie tworzysz tak fajne napisy?

    OdpowiedzUsuń
  34. swietny wpis!!! no i mega pyszne jedzonko <3

    OdpowiedzUsuń
  35. Kiedyś również cały czas się odchudzałam, niestety nie wyszło mi to na dobre i teraz niestety walczę z konsekwencjami restrykcyjnych diet. Gdybym wtedy posiadała wiedzę dotyczącą odżywiania jaką mam teraz, z pewnością mój organizm nie dostał by tak "po dupie". Od dwóch lat preferuję zdrowy styl życia i powoli wszystko wraca do normy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w temacie "odchudzania" mam największy problem z odstawieniem słodyczy. Nie potrafię bez nich żyć, choć wiem, że to zło wcielone. Ale co zrobić, czasem naprawdę człowiekowi chce się coś słodkiego i wtedy nie ma wyjścia... niedawno jednak spróbowałam czegoś takiego, jak batoniki allevo i strasznie mi się to spodobało. Najpyszniejszy jest jagodowy w polewie jogurtowej, polecam każdemu :)

      Usuń
  36. Świetny wpis, osobiście rozpiski rzadko kiedy się trzymam :) Mam pytani: gdzie kupiłaś tą świetną bluzeczkę z napisem 'Open your mind' ?

    OdpowiedzUsuń
  37. Mnie przerażają rygorystyczne rozpiski i ścisłe przestrzeganie ich. Wiem jakich produktów powinnam jeść więcej a jakich mniej, staram się po prostu odżywiać rozsądnie słuchając swojego organizmu (pod warunkiem, że nie woła o pringelsy 7 x w tygodniu -.-' a jest do tego zdolny )

    OdpowiedzUsuń
  38. Super wpis!
    Osobiście też nie wierze w diety. Po co "katować się" 2tyg czy miesiąc "głodówką" jak potem i tak wraca się do dawnych zwyczajów żywieniowych. Jojo gwarantowane.
    Zauważyłam, że samo słowo dieta już się źle ludziom kojarzy- mało jedzenia, bez smaku, ciągły głód. I niestety zdrowe odżywianie, jest kojarzone w taki sposób.
    A tak naprawdę wystarczy trochę poczytać, popróbować, dopasować sposób odżywiania do naszych potrzeb, stylu życia i do tego co nam smakuje. I nic się nie stanie jak raz na jakiś czas zjemy pizze ze znajomymi czy ciasto na rodzinnej imprezie bo resztę czasu zdrowo się odżywiamy ;)


    OdpowiedzUsuń
  39. Świetny post! Nie dajmy się zwariować, wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem. W końcu jedzenie ma być przyjemnością, a nie udręką, czy przykrym obowiązkiem. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  40. Zostałaś nominowana do Liebster Award szczegóły na http://duszy-czar.blogspot.com/2014/08/nominacjia-do-nominacja-do-liebster.html Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  41. raczej to co podpowiada organizm, bo on wie najlepiej czego nam potrzeba, grunt to umiar w ilości ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. bardzo fajny post i ładne zdjęcia. Kluczem jest wyrobienie w sobie po prostu zdrowych nawyków żywieniowych, umiar i zdrowy rozsądek. Fajnie prowadzony blog - zapraszam do jego bezpłatnej promocji na mojej platformie (rejestracja zajmuję chwilę)

    OdpowiedzUsuń
  43. Dokładnie. Klucz to zmiana nawyków żywieniowych. Choć to zawsze jest proces, zwykłe dla ludzi niełatwy to warto. Zmienione nawyki są zaraźliwe :) Najlepsze w nich jest to, że wpływają na nasze otoczenie, na bliskie osoby. Pozdrawiam, Kamila :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Oczywiście, że odstawienie tego, co szkodliwe i dodanie tego, co zdrowsze, nie oznacza przejścia na dietę. Każdy kiedyś stanie przed sytuacją, gdy będzie musiał coś poprawić w swoim żywieniu, każdy ma jakieś grzeszki ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Wyrobienie nawyków pomoże być fit i zdrowym :)

    OdpowiedzUsuń