piątek, 31 października 2014

"Spaliłam już 300 kalorii", czyli jak to jest z maszynami w siłownianej strefie kardio

Zdecydowana schudnąć kobieta wskakuje na bieżnie/rower/orbitrek i odpala maszynę. Jej oczy wpatrują się w jedno miejsce jakim jest wyświetlacz, a na nim jeden odczyt. Jaki? Oczywiste. Ilość spalonych kalorii. Będzie teraz mogła spalić dokładnie tyle ile zjadła, albo ile ma zamiar zjeść na kolację, a po niedługim czasie będzie się zastanawiać dlaczego proces odchudzania idzie tak opornie. 

Sama doskonale pamiętam to wpatrywanie się w licznik. Uważałam wtedy, że zasługuje on na Nobla. Postrzeganie procesu redukcji wagi w bardziej całościowy sposób, a nie tylko spalania pączków i czekolady pozwala go zrozumieć. Jest to niezbędne do trwałego utrzymania pożądanej masy ciała. W przeciwnym razie będzie to ciągła walka i błądzenie po omacku. 



Pisałam już o treningu spalającym tkankę tłuszczową <klik>. Wspomniałam tam o warunkach, które należy spełnić, aby ćwiczenia działały "odchudzająco". Chodzi mi oczywiście o odpowiednie tętno i to właśnie na nie należy zwrócić największą uwagę podczas treningu w strefie kardio (oczywiście ciągle mowa o redukcji wagi). Niezależnie czy robisz trening o stałej intensywności, czy interwał to zawsze tętno powie Ci czy trzymasz odpowiednie tempo, czy powinnaś zwolnić, czy może za bardzo się obijasz. Poznaj swoje ciało. Sprawdź jakie efekty osiągasz przy pracy na jednej intensywności, potem na innej, a gwarantuję Ci, że będziesz osiągać lepsze efekty.

Dlaczego to piszę? Same wiecie jak jest. Zdarza się, że kobiety są traktowane na siłowni jak ktoś, kto nie zna się na rzeczy i faktycznie często jest to prawdą. Mężczyźni, którzy trenują mają w sobie więcej zapału do poznawania tych wszystkich procesów zachodzących w ludzkim ciele. Interesują się treningiem siłowym, wiedzą po co robię aeroby i jak długo je robić, żeby miały sens. Niestety kobiety są nadal odsyłane na bieżnie i każe im się patrzeć na te nieszczęsne kalorie. Niech ma i niech się cieszy baba, że spala, a ona zadowolona z siebie myśli potem pół wieczora "banan ma 100, a ja spaliłam 500". Jeah! 

Nie tędy droga. Ważne jest, żeby jeść porządnie i ćwiczyć z głową. Nie za dużo, nie za mało. Nie bądźcie takimi bezmyślnymi "babami" :)


I teraz szczerze. Na jaki odczyt patrzycie podczas treningu? :)

39 komentarzy:

  1. jJ patrzę na to, jak bardzo moja koszulka jest mokra hehe... tylko, że to kiepsko działa, bo redukcja mi nie idzie :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podobnie - koszulkę mam tak mokrą, że można ją wykręcać, a redukcja nie idzie.
      Agatko, a powiedz mi czy mówiąc o treningu 30 minutowym masz na myśli 30 minut cardio? Bo znalazłam na youtube fajny 20minutowy trening z elementami kickboxingu i zastanawiam się czy mogłabym dodać coś z Mel b i to byłoby wystarczające na początek. Moja kondycja raczej nie uciągnie więcej :P Już po tych 20 minutach jestem padnięta.

      Pozdrawiam, Kasia

      Usuń
    2. Kasia - Może lepiej poszukać takiego treningu, który zmęczy cię w umiarkowany sposób i zrobić go przez 40 min? Oczywiście przez 20 min również uruchomią się mechanizmy spalania, ale im dłużej wykonujesz trening kardio tym to działanie jest lepsze :)

      Usuń
  2. Też pamiętam jak wpatrywałam się w licznik kalorii ;) potem mnie trener oświecił, że to że na liczniku jest 500 wcale nie oznacza, że mogę zjeść pączka po wyjściu z sali. Teraz zwracam uwagę na puls i wykorzystuję do tego swój pulsometr bo te na sprzętach na siłowni lubią oszukiwać i przekładam interwały nad aeroby, a powoli wdrażam sesję HIIT między swoje treningi siłowe. Choć mi jako tako w ogóle na schudnięciu nie zależy, a bardziej na nabraniu masy mięśniowej, a sesje aero, interwały czy HIIT służą do tego aby tej tkanki tłuszczowej nie przybywało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy podobne postrzeganie tematu - piąteczka :)

      Usuń
  3. zwracam uwagę na ....czas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam te czasy, gdy jeździłam na moim domowym rowerku stacjonarnym i cieszyłam się jak głupia, gdy widziałam tą rosnącą liczbę kalorii na wyświetlaczu ;)
    Niedawno kupiłam sobie pulsometr i teraz to jest mój główny towarzysz podczas treningów cardio ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pulsometr super sprawa. Uświadamiam sobie, że już na oko potrafię stwierdzić w jakim przedziale intensywności ćwiczę ;)

      Usuń
  5. Puls, dystans i czy ze mnie kapie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kapanie z czoła potrafi być złudne - wystarczy zmniejszyć klimę ;) ale fakt jak się upocę to jestem bardziej z siebie zadowolona ;)

      Usuń
    2. ja wczoraj na bierzni zrobilam 5,72km w 47minut plus mialam ok 180- nie wiem czy to nie za duzo? swoja droga jaki plus jest wlasciwy? 200 minus wiek? co do pocenia- ja na szczescie, mimo intensywnego, wysilku slabo sie poce- cieszy mnie to :) wiadomo kazdy organizm jest inny. pozdrawiam EWA

      Usuń
  6. Ja ćwiczę w domu, więc nie patrzę ile kalorii udało mi się spalić. Późniejszy ból mięśni pod prysznicem mówi sam za siebie :)).

    OdpowiedzUsuń
  7. Ćwiczenia fizyczne są wspaniałe - o ile uda się do nich zmobilizować.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fiksację na temat kalorii miałam na początku korzystania z siłowni. Teraz liczy się, żeby się zmęczyć słucham ciała, które czasem potrzebuje dobrego kardio, a czasem spalania tłuszczu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja patrzę na kilometry i czas w jakim je przebyłam. Szybciej czy wolniej niż dnia poprzedniego ? :) ale ja jestem z tych co to nie boją się strefy wolnych ciężarów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokładnie na to samo patrzę, kalorie jakoś mało mnie interesują

      Usuń
  10. Gdy leżę w kałuży potu, znaczy progres ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz w zasadzie nie patrzę na żaden, bo ćwiczę bez liczników - trening domowy i bieganie w terenie :) możliwe, że przy większym przypływie dodatkowej gotówki zainwestuję w pulsomierz, bo widzę, że sportowe inwestycje w moim przypadku są u mnie udane. Życie bez wpatrywania się w cyferki jest naprawdę lżejsze dla mojej głowy :) Nie sprawdzam ilości spalonych i zjedzonych kalorii, a na wagę nie wchodzę tak często jak kiedyś i chyba psychicznie mi z tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wchodziłam na wagę chyba od pół roku ;)

      Usuń
  12. jakoś nie mogę się powstrzymać i lubię na te kalorie patrzeć, ale i tak czynnikiem decydującym jest raczej czas lub dystans.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja nigdy nie patrzę na czas ani na kalorię:) ćwiczę ile mogę:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nie patrzę na spalone kalorię, niezależy mi na tym, ćwiczę, bo lubię, bo mnie to odstresowuje i czuję się lepiej PO. Dodaje Cię do obserwowanych blogów, jak masz ochotę to zapraszam na mojego bloga, ktorego dopiero rozkręcam ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja patrzę na wszystko. Jak mi się wyświetla to czemu mam nie patrzeć? Moim zdaniem wszystko jest ważne. Zresztą te wyświetlane kalorie nie są do końca prawdziwe, bo wszystko jeszcze zależy od osoby, która trenuje. Wiadomo, że osoba cięższa raczej spala więcej itp.

    OdpowiedzUsuń
  16. mega ciekawy i inspirujący blog, będę tu często wchodzić :) !
    zapraszam tez na mojego, dopiero, zaczynam, motywuję i podpowiadam: reinlessmind.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Puls zdecydowanie.
    I fat.
    Dwa ważne elementary dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja właściwie nie patrzę na nic poza czasem i zmęczeniem, bo zawsze myślałam, że dane które pokazuje bieżnia są przekłamane- czyli mówisz, żeby wierzyć temu co pokazuje (puls)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrzę na puls, ale nie wierzę w 100 %. Myślę, że orientacyjnie jest ok :)

      Usuń
  19. Mogłabyś pisać trochę więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Post taki "od niechcenia". Kpisz z kobiet, które patrzą na kalorie, a nie wytłumaczyłaś racjonalnie dlaczego tak nie mają robić? Wstawiasz zdjęcię w ogóle nie pasujące do tematu tylko dlatego, że się sobie tam podobasz... czytelniczki czekają na nowy post i dostają właśnie oto taki słabej jakości, bardzo subietktywny i w dodatku bez większego sensu kawałek wypocin.

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja nie wierzę w to co pokazuje maszyna. Tak jak nie wierzę w to co pokazuje Endomondo. Dlaczego? Każdy ma inny organizm, inną budowę ciała i u każdego kalorie spalają się inaczej. To tylko orientacyjna wartość, choć często zbliżona, takie rzeczy można obliczyć dla siebie samemu.

    OdpowiedzUsuń
  22. Hehe, "banan ma 100, a ja spaliłam już 500". Nie wiem dlaczego, ale rozbawił mnie ten tekst. Chociaż tu się nie ma za bardzo z czego śmiać, bo faktycznie często tak to wygląda. I zgadzam się z twoją opinią, że kobiety na siłowni często są jednak większymi ignorantkami niż mężczyźni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo szczęśliwa gdy mam przyjemność pracować z dziewczynami, które znają się na rzeczy. Widać, że pasjonują się aktywnością fizyczną :)

      Usuń
  23. Tyle tylko, że takie myślenie też nas często motywuje.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja nie patrzę na żaden odczyt - ewentualnie na czas pozostały do końca. W trakcie ćwiczeń na bieżni albo rowerku muszę myśleć o niebieskich migdałach, bo jak skupiam się na wysiłku to za szybko się męczę i zniechęcam :D. A odczyt kalorii co prawda jakiegoś tam kopa i radość daje ;)

    http://tomitomcat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja mam rowerek z orbitrekiem. Jeżdżę godzinę i minimum 20 km. Licznik kalorii oczywiście wskazał mi że spaliłam 3,5 tyś kalorii ;] Ja oczywiście w to nie wierzę. Ważne jest to, że jestem mega zmęczona, a mój brzuszek się poci.
    xoxo

    OdpowiedzUsuń