piątek, 14 listopada 2014

Jak często ćwiczę, czyli mój tygodniowy rozkład jazdy. Wyznania instruktorki

Często piszę o tym, że zbyt częste treningi to nic dobrego. Przetrenowanie potrafi skutecznie zabić wszelką chęć do ćwiczeń i wtedy nawet endorfinki nie pomogą, albo pomogą tylko na moment. Niektóre skutki odczułam na własnej skórze i postanowiłam sobie, że już do tego nie dopuszczę. 

Każdy trener/instruktor, który prowadzi jakiekolwiek zajęcia, marzy po cichu o tym, żeby ćwiczyć z pełną ludzi salą. Jest to niesłychanie miłe i dowodzi, że klientom się podoba, że lubią z tobą ćwiczyć. Kiedy sala zaczyna być przepełniona pojawiają się propozycje prowadzenia kolejnych godzin treningów, a potem zaczynają się telefony z klubów do których nigdy nie zanosiłeś CV. Każdy Cię chce, a Ty jesteś szczęśliwa i płyniesz na fali. Piękna bajka kończy się, kiedy z wywalonym jęzorem biegasz od klubu do klubu i zaczynasz zapominać o tym, że kiedyś sprawiało Ci to przyjemność.

10 godzin, 14 godzin itd. Gdzie kończy się granica rozsądku? 3-4 godziny codziennie to zdecydowanie ogromne obciążenie dla organizmu, które sprawia, że rano ciężko zwlec się z łóżka i to nie tylko dlatego, że mięśnie nie odpoczęły, ale przede wszystkim dlatego, że przetrenowanie budzi w głowie myśli depresyjne.

Ktoś pomyśli, że trener to człowiek niezniszczalny i może pięć razy więcej niż inny. To nieprawda. Inny powie, że na zajęciach fitness trener nie powinien ćwiczyć tylko korygować i motywować. Ja powiem, że powinien robić wszystko. Pewnie są świetni przedstawiciele tej profesji, którzy nie dygają razem z grupą i jednocześnie robią szał, ale ja u takiego na zajęciach jeszcze nie byłam i jeśli kiedyś trafię to mam nadzieję, że będę mogła się wiele nauczyć. Taki mam styl i lubię czuć to co czują moi podopieczni :)


Zmęczona i zdołowana porzuciłam kluby, w których prowadziłam zajęcia i pozostałam w jednym ulubionym, gdzie czuję się jak w domu. Zdecydowałam, że potrzebuję dni na regenerację i udało się ustalić grafik zajęć tak, żeby w przeciągu kilku lat nie zapędzić się na rehabilitację. Tym sposobem trenuję 4 dni w tygodniu. Mam siłę, żeby dać grupie wycisk, po który do mnie przychodzi.


Czy ćwiczę sama dla siebie? Czasami, ale po tym co robię z grupą czuję, że wiele nie muszę, bo zawsze układam treningi tak, żeby miały sens i były skuteczne. Jeśli spalamy to bez obijania się, jeśli wzmacniamy to tak, żeby zapiekły mięśnie :) 


Jestem osobą, która przez całe życie ma do wypełnienia jakąś misję. Jeśli mam przedostać się z punku A do punktu B to wybieram samochód, bo jest mi najszybciej. Kiedy chcę ćwiczyć, idę na siłownię i ćwiczę na 100%. Kidy biegam ustalam czas, albo dystans i będę się go trzymać choćbym miała dokończyć na czworaka. Kiedy odpoczywam to wyłączam telefon i nie ma mnie dla nikogo. Są ludzie, którzy wolą wpleść aktywność fizyczną w codzienne czynności jak spinanie pośladków przy zmywaniu, albo jazdę rowerem do pracy. U mnie to nie działa. To mnie "męczy". Lubię fitness i treningi w grupie. Żałuję jedynie, że brakuje mi dni na bieganie i siłownię.

Ile godzin w tygodniu przypada na Wasze treningi? Ćwiczycie codziennie? Od upadłego czy rekreacyjnie? :)

47 komentarzy:

  1. świetny wpis... i zgadzam się z Toba moim zdaniem dobry trener powinien tez niezle zapierd.... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że powstał taki tekst, bo nigdy nie zastanawiałam się nad zagadnieniem....
    Nigdy nie byłam na ciekawych zajęciach na których trener/instruktor nie ćwiczył.
    Byłam za to na nieciekawych na basenie, gdzie instruktor nawet nie wchodził do wody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na aqua aerobiku raczej nie wchodzi się do wody ;)

      Usuń
    2. Tzn. instruktor nie wchodzi, bo nie byłoby widać co robi z nogami i rękoma ;)

      Usuń
  3. Trenuję na siłowni 4 razy w tygodniu. Jest to trening dzielony, więc w każdy z tych 4 dni daję 100% z siebie trenując daną grupę mięśniową. Zdarza mi się, że jestem 3 razy na siłowni i dodatkowo 2 dni biegam sobie przez godzinę czy półtorej. Robię tak jak czuję na dany dzień ;)

    Znam jednego trenera który na grupowych zajęciach tylko chodzi i koryguje ćwiczenie klubowiczów ale do mnie to nie przemawia. Popieram, więc że trener powinien trenować z grupą osób. Pewnie to dodatkowo motywuje bo skoro trener daje radę to ja nie dam!? Choc na zajęcia grupowe nie chodze bo mnie denerwują więc w sumie... sama nie wiem jak to odbiera ćwicząca osoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że napisałaś jak Ty to odbierasz :)

      Usuń
  4. Agato, czy miałaś kiedyś problemy z miesiączkowaniem właśnie przez np. nadmierną aktywnośc fizyczną ? Jak odyskać utraconą miesiączkę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idź do ginekologa, nikt inny Ci nie pomoże bo i tak w badaniu krwii wyjdzie co jest nie tak, ja przeholowałam w lipcu z treningami i skończyło się rozregulowaniem miesiączki na pół roku pomimo brania różnych leków "doprowadzających do ładu". Teraz antykoncepcja i wszystko pod kontrolą.

      Usuń
    2. ooo mam ten sam problem :(

      Usuń
    3. a skąd wiesz, że to przez aktywnośc fizyczną ? może niewłaściwa dieta? brak "dobrego" tłuszczu w diecie?

      Usuń
    4. To mogą być problemy hormonalne różnego rodzaju. Idź do lekarza, to bardzo ważne.
      Taki artykuł w necie znalazłam: http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/choroby-kobiece/dlaczego-nie-mam-miesiaczki-brak-miesiaczki-ma-swoje-przyczyny_39695.html Ściskam.

      Usuń
    5. Zaczęłam się odchudzać, może troszeczkę zbyt gwałtownie i wiem doskonale, e to TYLKO moja wina. Do ginekologa chodze i biorę tabeltki. Z nimi miesiączkuję, jednak bez nich - nie :(

      Usuń
    6. Tak jak piszą dziewczyny - najlepiej się zbadać. Nie miałam nigdy problemu z brakiem miesiączki przez ćwiczenia. Miałam natomiast problem z brakiem miesiączki przez zbyt ubogą dietę i myślę, że to jest najczęstszy problem, Trenując trzeba jeszcze większą uwagę przykładać do właściwego odżywiania :)

      Usuń
  5. regeneracja jest bardzo ważna, dobrze, że podjęłaś taką decyzję :) ja ćwiczę 4-6x w tygodniu, wychodzi jakoś 4-7h :) różnie to bywa ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fitness to jedno, ja często chodzę na jogę- na zajęciach instruktorzy wykonują sami część asan w całości, a część tylko pokazują, po czym chodzą po sali i korygują błędy (nie jest to joga dynamiczna, więc da się tym bardziej tak robić). Bardzo odpowiada mi ta forma, ale 1.5h jogi to zdecydowanie co innego, niż 1h fitnessu czy tańca :) Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joga to zupełnie inna bajka :) Podobnie crossfit

      Usuń
  7. Super post! Naprawdę, ciekawe. Nawet się zastanawiałam ile ćwiczysz. A ile godzin tygodniowo ćwiczyłaś w okresie kiedy "latałaś od jednego klubu do drugiego"?

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację, regeneracja jest bardzo ważna, ja ćwiczę 6 godzin w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podziwiam każdego, kto jest się w stanie zmobilizować nawet czasem do ćwiczeń. Lubię Twój blog:). Mam nadzieję, że czytanie go liczy się w części jako ćwiczenia;).

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się z tym co piszesz. Ja sama miałam moment gdy zaczęłam czuć okropne zmęczenie, zrezygnowanie i pozostałam w 1 klubie. Mam od 11 do 13 godzin zajęć w tygodniu plus moje codzienne treningi więc ruchu bardzo bardzo dużo. Nauczyłam się wykorzystywać wolne chwile by maksymalnie odpoczać choć czasami za mało tych chwil ale za bardzo jestem uparta i uzalezniona od ruchu by odpuścić. Kiedyś zmniejszę ilość tych godzin,,,jak założenie pewne się spełni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym prowadzić kilka godzin więcej, ale musiałabym wtedy zrezygnować i mojej drugiej pracy. Bo codzienne wstawanie o 5;30, a potem wracanie z klubu o 21 jest na dłuższą metę bardzo obciążające ;)

      Usuń
  11. świetnie masz wszystko zaplanowane! :)

    ewamaliszewskaoff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Póki co ćwiczę bardzo malutko, bo jedynie dwa razy w tygodniu, ale planuję to zmienić i dobić przynajmniej do tych czterech treningów tygodniowo. Najpierw jednak muszę się odpowiednio zorganizować ;) W każdym bądź razie uważam, że nie należny przesadzać i absolutnie się zgadzam z tym, co napisałaś. Ambicja ambicją, ale należy też kierować się zdrowym rozsądkiem i widzieć, kiedy zachować umiar. W końcu aktywność fizyczna powinna być w ostatecznym rozrachunku przyjemnością, a nie katorgą, prawda? :) Szczególnie dla takiej osoby jak Ty, która zajmuje się tym zawodowo. Szkoda bowiem by było chodzić do pracy przemęczonym i z negatywnym nastawieniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że prędzej czy później straciłabym wszystkich klientów jeśli przychodziłabym na zajęcia ledwie żywa ;)
      2 godziny to świetny początek i wprowadzenie to częstszych ćwiczeń :)

      Usuń
  13. Pod okiem Pani Agaty ( nie tylko ale zwłaszcza- bo 5 godz tygodniowo) trenuję fitness 8 godzin tygodniowo. Po dwóch dniach mam dwa i jeden dzień przerwy w treningach fitness. Przerwy te wypełniam regeneracją na saunie i w pływaniu. Czuję się świetnie. Forma stabilna, a od czasu do czasu gdy nasza Agata "przyłoży" nam nowy trening to potrafi długo boleć. Ale ja osobiście lubię ten ból, bo to znaczy, że nowości wprowadzane przez Nią są efektywne i rozwijają, a nie tylko stabilizują formę. Wszystkiego dobrego Agatko. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Panie Andrzeju :) Pan zawsze powie mi miłe słowo. Życzę ciągłych postępów!

      Usuń
  14. troche zawiodl mnie post, a moze go nie zrozumialam.. bardzo byłam ciekawa ile ćwiczysz DOKŁADNIE, Ty jako Ty ;) A może źle interpretuję, powinnam rozumieć, że nigdy nie ćwiczysz sama, tylko z uczestnikami na zajęciach, 4x w tygodniu? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że Cię nie usatysfakcjonował ;). Tak jak napisałam ćwiczę sama czasami. Kiedy znajdę na to czas, kiedy mam wolny dzień idę na siłownię z moim mężem. Biegam z psem, ćwiczę z ciężarami. Cytuję fragment powyższego wpisu : "Czy ćwiczę sama dla siebie? Czasami, ale po tym co robię z grupą czuję, że wiele nie muszę, bo zawsze układam treningi tak, żeby miały sens i były skuteczne" "Żałuję jedynie, że brakuje mi dni na bieganie i siłownię" :)

      Usuń
  15. Bardzo to ciekawe, że poruszyłaś ten temat. Ćwiczę na fitnessie od 5 lat i zawsze zastanawiałam się, jak instruktorki dają sobię radę. Widzę, że ty znalazłaś balans ale znam takie które starają się wycisnąć z tej pracy jak najwięcej, bo tylko jeśli jesteś w grze to coś znaczysz - bardzo łatwo jest stracić wszystko przez ciążę czy kontuzję.

    Większość moich instruktorek ćwiczy 100% tego co my, po 3h pod rząd a potem jeszcze idzie robić swoje treningi na siłowni...
    Zawsze zastanawiałam się, jak one radzą sobie z dniami, kiedy nasze ciało na prawdę odmawia, bo choć też ćwiczę 6 razy w tygodniu to zdarza mi się raz lub dwa w miesiącu po prostu zostać w domu i zjeść większy obiad i posiedzieć pod kocem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem jest ciężko i jest mi szkoda koleżanek, które przychodzą na zajęcia jak na pstryczek, a potem wraz z przekroczeniem progu sali uśmiechają się od ucha do ucha... Wiem, że pieniądze z nieba nie spadają i trzeba je zarobić i każda dodatkowa godzina w miesiącu to dodatkowe stówy na koncie, ale często odbywa się to kosztem zdrowia, a mamy dane tylko jedno :)

      Usuń
  16. Ostatnio zaczęłam chodzić na zajęcia fitness i szczególnie przypadła mi do gustu jedna trenerka. Ćwiczy z nami i dopinguje i koryguje. Bardzo mi się podoba kiedy staje obok mnie i równo ćwiczymy, mam jeszcze większego powera :) Bardzo fajny wpis <3

    OdpowiedzUsuń
  17. za dużo treningów to nic dobrego - zgadzam się! ja ćwiczę 4-5h tygodniowo teraz "po sezonie", a jak szykuję się do jakiegoś startu to ok.7-10h tygodniowo:) Ale wszystko z odpowiednimi przerwami i różnicuję trening siłowy i cardio, żeby się nie przetrenować. Po kilku latach obserwacji ciała już wiem kiedy zbliżam się do zbyt intensywnego treningu. Z każdym jest inaczej, trzeba poznać siebie:)
    i dieta to podstawa - bez tego i ćwicząc 2 razy w tygodniu można sobie krzywdę zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jako osoba z nadwagą wciąż przede wszystkim potrzebuję motywacji by ćwiczyć. Nie przychodzi mi naturalnie jak mycie zębów chęć na wysiłek fizyczny, bo nigdy nie był on w moim życiu duży (od dziecka). Sama świadomie podjęłam decyzję,że chcę być aktywna i uczę się robić z tego nawyk. W tej chwili udaje mi się ćwiczyć 3 razy w tygodniu po około 30 minut z Jillian Michaels a potem dodatkowe 10-15 na kardio, taniec dla rozluźnienia lub rozciąganie. Docelowo wiem, że to w tej chwili za mało, ale idę ku lepszemu. Po ciągłych problemach z wadą kręgosłupa...wciąż zaczynam od nowa.

    Cieszy mnie, że Ty mimo pasji podchodzisz do tego z celowością i z troską o swój organizm. :) Pozdrawiam, Kamila

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja staram się ćwiczyć 5-6 razy w tygodniu, częściej wychodzi 5 - co drugi dzień 3 siłowe, a między nimi HIITy i potem zazwyczaj dwa dni się regeneruję albo kiedy nie mam ochoty lub siły na ćwiczenia danego dnia, to robię sobie jeden dzień odstępu. Tak mi jest najlepiej :)
    Podziwiam te panie prowadzące zajęcia w klubach, ponieważ nie zawsze to, co ćwiczą, oddziałuje również najlepiej na ich sylwetkę i w zasadzie, jak w każdej pracy, muszą sie czasem wbrew wszystkiemu dopasować. Ma to swoje plusy i minusy, oczywiście. W każdym razie jednak zawsze chciałam wykonywać podobny zawód, ale ja - mimo że jestem bardzo towarzyska - to jednak wolę treningi z ciężarem samotnie w swoich czterech ścianach :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja ćwiczę 3-5 razy w tygodniu (mało), ale intensywnie. I zawsze ćwiczę tyle ile sobie założyłam na dany dzień ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej, czy sprawdzasz ostatnio może wiadomości na Facebooku? Jeśli będziesz mieć chwile, proszę odpisz , pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. ja ćwiczę jakieś 5 razy w tygodniu, a jak tylko mam czas to więcej, bo dla mnie ćwiczenia to najlepsze orzeźwienie;)

    OdpowiedzUsuń
  23. w klubie do którego chodzę od 5 miesięcy spędzam sporo czasu, bo 5-7 godzin tygodniowo. zaczynałam od 3 godzin, ale tak polubiłam zajęcia grupowe i pewne formy fitnessu (indoor, sztangi, trx, ćwiczenia z kettlem, step), że nie wyobrażam sobie odpuszczania pewnych form aktywności fizycznej i jestem bardzo złaaa, gdy źle się czuję/coś mi wypadnie i nie mogę się pojawić na zajęciach. myślę, że w dużej mierze jest to zasługa dwóch instruktorek, u których na zajęciach pojawiam się regularnie. już się trochę znamy i czasami widzę, że mają gorszy dzień (jak każdy, w końcu jesteśmy tylko ludźmi), ale zawsze są z nami na 100%. oczywiście czasem przejdą się po sali, skorygują postawę, dadzą jakąś radę, ale większość czasu ćwiczą najlepiej jak mogą i dają nam dobry przykład swoją formą, a to cenię najbardziej :)

    raz trafiłam na zajęcia do pewnego Pana w tym samym klubie i nie powiem, że było źle, ale jakoś nie miałam motywacji żeby poświęcać kolejny dzień tygodnia na jego "mix". było dla mnie dosyć zaskakujące, że Pan pokazywał nam ćwiczenia (tego dnia z trx) przez jakieś 10 sekund, które następnie wykonywałyśmy jakieś 15 minut + w przerwie cardio i tak razy trzy. podczas godzinnych zajęć może z 5 minut poćwiczył, resztę przechodził dookoła ze stoperem i więcej się przyglądał swojej fryzurze w lustrze niż nam :D niby ta sama forma aktywności, którą lubię, a różnica w odbiorze ogromna. dodam, że mimo tego Pan miał wzorową frekwencję na zajęciach, bo był przystojny i sympatyczny. co kto lubi ;)))

    to mój pierwszy komentarz u Ciebie na blogu, ale czytam go już od dawna i bardzo często się z Tobą zgadzam :) teraz też zdecydowanie jestem za Twoim podejściem do sprawy :) pieniądze pieniędzmi, ale przede wszystkim trzeba czerpać przyjemność i satysfakcję ze swojej pracy. bycie trenerem dla kasy, albo dlatego że brzmi to fajnie w towarzystwie jest bez sensu. trzeba być po prostu dobrym człowiekiem, który pomaga innym i Ty to masz!

    pozdrawiam,
    flora :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Szczerze to uważam, że każdy organizm w zasadzie może działać inaczej na pewnego rodzaju obciążenia. Jeżeli ktoś ma dobrą genetykę to może ćwiczyć nawet 3 godziny dziennie 5 razy w tygodniu. Nie u każdego jednak to da dobre rezultaty. Inni zdecydowanie będą lepiej się czuli i mieli lepsze postępy, gdy będą ćwiczyć mniej np. 3 razy w tygodniu po 45 minut. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Miałam to samo. Zostałam instruktorem. Pełno energii i werwy. Wiele godzin. Wiele klubów i ogromne zmęczenie. Do tego pracowałam jeszcze w innych miejscach (związanych z zawodem). Przestało mi to zupełnie sprawiać radość i po 8 latach odeszłam. Nie miałam klubu "zaprzyjaźnionego".
    Od tamtej pory minął rok i zaczynam się zastanawiać czy nie wrócić. Trochę za tym tęsknię.
    Fajnie, że poruszasz takie tematy. Wielu osobom wydaje się, że my możemy więcej, bo przecież jesteśmy instruktorkami. To, że piekarz wie jak piec chleb nie oznacza, że zjada kilka bochenków dziennie...

    OdpowiedzUsuń
  26. Zawsze byłam pełna podziwu dla instruktorek (-orów :) ), które mimo tak wielu zajęć dziennie są pełne energii i co najwazniejsze, pozytywnego nastawienia. Ba! I prowadziły dobre zajęcia! Dlatego jeśli potrafisz to robić - chapeau bas! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Chcę być taka giętka jak Ty! :) Ja ćwiczę 5 razy w tygodniu :)
    pajapaulina.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  28. Gdyby tylko nie obowiązki domowe to ćwiczyłabym częściej ale średnio 4 razy w tygodniu po ok. godzinkę. W weekendy częściej bo 3 godziny na weekend. W moim przypadku więcej trenigów nie spowodowało wcale szczuplejszej figury tylko większy apetyt. Jak mam energię to chciałabym ćwiczyć 3 godziny dziennie, a czasem nie chce mi się 20 minut....
    Mam dylemat czy ćwiczyć lub biegać o 21-22 bo wtedy mam chwilkę czasu, ale z kolei boję się o zaśnięcie bo wstaję o 6.

    OdpowiedzUsuń
  29. Przepraszam ze pytam o takie rzeczy publicznie ale sama zastanawiam sie nad kursrm instruktorskim i chcialam sie dowiedzieć czy jak pracujesz tylko te 4 h dziwnnie to idzie zarobic na życie.?
    Pozdrawiaam bardzo serdecznie !!!

    OdpowiedzUsuń
  30. No właśnie... wczoraj mąż chciał mi przyjemność zrobić i zabrać na łódkę, a ja się poryczalam, że tylko on i jego pomysły a ja zmęczona jestem itd. Nie wiedziałam, że można od tego depresji dostać....: mam 11 godzin w tygodniu, w tym trx, bosu interval, funcional i aerial joga. Dzięki za tekst i pozdrawiam. P.s. Mój problem polega również na tym że po mocnym zajeździe nie chce mi się jesc

    OdpowiedzUsuń