sobota, 16 stycznia 2016

Wyluzuj

Od dłuższego czasu tak sobie obserwuję i obserwuję ten fitness światek, a raczej świat i widzę bardzo wiele interesujących, a czasem niepojących zjawisk. O tym, że niski poziom tkanki tłuszczowej jest zarezerwowany dla wybranych, albo zawodniczek sportów sylwetkowych, mówi się coraz częściej, ale chyba niewystarczająco, bo widzę te same, ciągle powtarzające się historie. Jedyną zmienną są osoby, które zabierają się za coś, co nie do końca jest przemyślane i pewnie często podyktowane modą, czy presją grup społecznych.



Sami pewnie widzicie, że nastała ogromna moda (nie boję się użyć tego słowa) na sylwetkę zawodniczki bikini fitness. Dla jednych piękna, dla innych zbyt mało kobieca. Nie mnie rozstrzygać kto ma rację. Sęk w tym, że na taki blog jak mój zagląda pewnie wiele osób, które w cholerę porzuciły ćwiczenia aerobowe na rzecz żelastwa, które jest cacy i jedynym właściwym rozwiązaniem. Nie zrozumcie mnie źle. Nie krytykuję ćwiczeń siłowych. Ba! Uwielbiam je, ale wieszanie psów na ćwiczeniach aerobowych, zakładanie fanpage na facebooku typu "no cardio" strasznie mnie denerwuje, bo mają one wiele zalet, co najważniejsze zdrowotnych. Cardio = trening serca. Wprowadza to niepotrzebny zamęt i dezorientację wśród ludzi chętnych podjąć aktywność fizyczną. Po co komu sylwetka, jeśli nie ma zdrowia? Jakaś piramida wartości powinna być. 

Gdzie widzę problem? Młode dziewczyny i te starsze również, bombardowane zdjęciami modelek fitness, stwierdzają, że też tak mogą i też tak chcą wyglądać. Może start w zawodach sylwetkowych? Przecież to takie motywujące. Oczywiście każdy może wyglądać jak chce, ale... Nie każdy ma odpowiednią wiedzę i opiekę, aby przez taki proces bezpiecznie przejść. Sytuacja jest w porządku, jeśli taka osoba jest bardzo rozsądna, ambitna i dociekliwa. Wtedy ze zwykłego laika można stać się "amatorem-profesjonalistą". Serio. Czasem jestem naprawdę zszokowana tym, jaka pasja może zrodzić się w człowieku. 

Jeśli brakuje opieki trenera, wiedzy i rozsądku, bajka kończy się wyczerpaniem, depresją i hormonalną katastrofą i wielkim fochem na kłamliwy fitświat.  Nie muszę chyba wspominać o solidnym przyroście masy ciała. Odnoszę się głównie do dziewcząt i kobiet, bo nasz układ hormonalny jest dużo bardziej wrażliwy. 

Przyznam się, że też kiedyś myślałam o takich zawodach sylwetkowych. Byłoby to coś nowego, fajne wyzwanie i według mnie piękny wygląd. Na szczęści byłam zbyt zajęta, żeby zrealizować ten pomysł. Dla organizmu człowieka najzdrowszy jest stan równowagi. Nikt mnie nie przekona, że restrykcyjna dieta redukcyjna opierająca się na niewielkim wachlarzu produktów spożywczych ma coś wspólnego ze stanem równowagi w organizmie. 

trening dla zdrowia


Nie mam na celu obrazić żadnej osoby, która zdecydowała się na taką drogę życia, bo przecież w każdym zawodzie znajdziemy jakiś nieprzychylny właściwej egzystencji czynnik. Chciałabym natomiast, aby każdy, kto podejmuje się zmiany stylu życia, przemyślał dokładnie czego oczekuje. Jeśli chcesz pozbyć się nadwagi nie musisz od razu rzucać się na coś, czego tak naprawdę nie chcesz lub nie potrzebujesz. 

Nie wszyscy musimy mieć uwidocznione mięśnie, żeby pochwalić się zdrowym/sportowym stylem życia. Czasami jest tak, że dopiero kiedy wyluzujesz, zaczniesz dostrzegać, że ciało się zmienia na lepsze i z dnia na dzień pojawia się to, o co tak zaciekle i często w męczarniach walczyłeś. 






21 komentarzy:

  1. Zgadzam się z głównym przesłaniem tego wpisu, ale... czy ja źle zrozumiałam, czy piszesz o tym, że dieta redukcyjna zawodników sportów sylwetkowych jest oparta jedynie na kilku wybranych produktach? To nie do końca tak wygląda. Ok, osoby startujące o wiele bardziej pilnują tego, co wrzucają do brzucha, licząc nierzadko każdą kalorię czy gram, ale pod kątem różnorodności produktów (oraz ich objętości na talerzu) nie zawsze jest tak, że pożal się Boże :) To co niezdrowe jest w sportach sylwetkowych to ciągłe wahania - sezon startowy, sezon masowy, sezon redukcyjny i tak w kółko. No i fakt, że kobieta schodzi nisko z BF, co nie do końca służy gospodarce hormonalnej, o czym z resztą sama wspomniałaś. Dieta zawodników (tzw. naturali :D) jest w miarę ok (ale fakt, zdarzają się wyjątki).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam, że akurat to zdanie wzbudzi kontrowersje. Oczywiście że te osoby, które są pod opieką trenera czy dietetyka mają to dietą zbilansowaną tak jak się da, ale czy jest to dieta w 100% pokrywająca mikro i makro przez cały okres redukcji? Sam fakt, że po startach są mocno spragnieni pewnego rodzaju pożywienia, oznacza dla mnie, że czegoś im brakowało, ale komu ja tłumaczę ;)
      Wiesz przecież sama jak funkcjonują internety i jak wiele osób stosuje chałupnicze metody. Ryż kurczak i brokuły przez 3 miesiące na okrągło...

      Usuń
    2. I to jest dla mnie niepokojące i jak piszesz te naprzemienne cykliczne zmiany masy ciała...

      Usuń
    3. No tak, coś w tym jest. Muszę również przyznać, że faktycznie ostatnio drastycznie wzrosła liczba dziewczyn, które zapragnęły stanąć na scenie (pssst, ja też się do nich zaliczam). Moda się rozwija. Oby tylko razem z nią rozwinęła się też wiedza i świadomość społeczeństwa...

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że nie poczułaś się w żaden sposób obrażona. Sama napisałam, że o tym myślałam. Mam jednak przed oczami koleżankę ze studiów (AWF), która już wtedy startowała w tego typu zawodach, a te dobrych parę lat temu, nikt o czymś takim nawet nie słyszał. Przed pierwszym startem była podobno bardzo zgrabną dziewczyną, taką której wszyscy zazdroszczą. Skończyło się kiedy zaczęła startować w tego typu zawodach... Ogromne wahania wagi do takiej, którą już się uważa za nadwagę. Życzę Ci powodzenia :)

      Usuń
    5. Spokojnie, nawet mi to przez myśl nie przeszło :) Masz absolutną rację, więc grzechem byłoby czuć się urażoną.

      Usuń
  2. Tak naprawdę mało kto też ma i taką psychikę, by znieść nie tylko samą dietę, przygotowania, ale też i oceny sędziów. Ja pamiętam jedną z naszych koleżanek-blogerek, która sama po zawodach napisała, że psychicznie jest jej bardzo ciężko obserwować, jak jej ciało się zmienia po wychodzeniu z diety....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobiety generalnie słabo znoszą przybieranie na wadze tym bardziej przykre musi to być po osiągnięciu pięknie wyrzeźbionego ciała :(

      Usuń
  3. Zgadzam sie z Toba, rownowaga przede wszystkim, dobrze jest rowniez sluchac wlasnego ciala, ono mowi nam bardzo wiele.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie, wiele dziewczyn przy tym niszczy sobie zdrowie, często nawet już nie odwracalnie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie jestem za żadnym poziomem skrajności. Co więcej, na swoim przykładzie mogę zobrazować wpływ zmian fizycznych na psychikę. Ważąc 10 kg mniej niż obecnie, pomimo ciekawej i dobrej (moim zdaniem) sylwetki byłam w bardzo kiepskim stanie psychicznym. Teraz czuję się dużo lepiej, pewniej i bardziej kobieco niż jako dużo szczuplejsza.
    Nie rozumiem więc idei katowania się dla ocen kilku ludzi, co oprócz "uznania sędziów" nie działa korzystnie ani na zdrowie, ani jak się okazuje na samopoczucie. Po co to wszystko?

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że ostatnie zdanie idealnie podsumowuje cały post. Obecnie panuje moda na bycie fit i nie ukrywam, że i ja dałam się jej porwać, jestem jednak aktywna od małego i sport zawsze był częścią mojego życia. Decydując się na, nazwijmy to, wkroczenie w tematykę fit, chciałam kontynuować coś, co od zawsze było mi bliskie. Myślę, że osoby, które ulegają tej modzie zapominają, jak bardzo różnią się od profesjonalnych sportowców bądź wspomnianych przez Ciebie zawodniczek. Wstać dopiero co z kanapy i porywać się z motyką na słońce? Startowanie w zawodach bikini fitness nie bez powodu budzi wiele kontrowersji, o czym wspomniałaś już w poście i co zostało poruszone w komentarzach. Zawodniczki mogą być świetną inspiracją. Inne dziewczyny mogą marzyć o wystąpieniu na scenie, pewnie, czemu nie, marzenia są po to, żeby je spełniać. To jednak lata, a nie miesiące pracy. A często niestety dziewczynom wydaje się, że osiągną takie efekty od zaraz i tutaj pojawia się cały problem. Więc moim zdaniem grunt, to zdobywanie wiedzy i uświadamianie innych, na czym to wszystko polega. I że nie trzeba mieć widocznych mięśni na brzuchu, żeby być zdrowym oraz aktywnym. Że można ruszać się i ćwiczyć dla siebie, a nie dla lajków na fejsie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadwagę, lekką, ale mam. Walczę z tym, poszukuje informacji na blogach i forach, prawdę mówiąc z dnia na dzień wiem coraz mniej zamiast więcej. Jedni polecają cardio,aby tłuszcz spalić, a inni, od razu siłowe bo inaczej nie schudnę. Ciężko jest się w tym połapać, a głodówek stosować nie zamierzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Veronica, najważniejsze jest, żeby zamiast spędzać czas siedząc w pracy czy w domu, wyrobić sobie nawyk codziennej aktywności :)

      Usuń
  8. Bardzo ciekawie piszesz i świetnie motywujesz! Dopiero co trafiłam na Twój blog i zdążyłam przeczytać kilka postów, ale w wolnym czasie na pewno wszystko nadrobię. Póki co mam do Ciebie pytanie. Być może już tutaj na nie odpowiadałaś, ale nie widzę nigdzie odpowiedzi albo być może nie doszłam jeszcze do takiego wpisu, który by rozwiał moje wątpliwości. Jesz 5 posiłków dziennie? I co zazwyczaj z drugimi śniadaniami, podwieczorkiem i przede wszystkim kolacją? Ja nie mam na nie kompletnie pomysłu i byłoby ogromnie wdzięczna gdybyś mi podsunęła kilka pomysłów. Wiem, że dodajesz różnie zdjęcia posiłków, ale nie wiem co jest na którą porę dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę napisać na ten temat post, bo w ostatnich miesiącach bardzo wiele się u mnie pozmieniało w tym temacie. Jem 4-5 posiłków dziennie i podstawą są warzywa, owoce, orzechy, jaja, strączki w ilości hurtowej. Nie chciałabym pisać tutaj o przykładach posiłków. Postaram się dodać w kolenych wpisach coś na ten temat :)

      Usuń
    2. W takim razie będę czekać na kolejne posty. Mogłabyś mi tylko zdradzić jaki posiłek polecasz po wieczornym treningu, który przypada na kolację? :)

      Usuń
  9. No to jest pewnego rodzaju wyścig niestety i młode dziewczyny nie patrzą na zdrowie :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny wpis. Osobiście uważam, że w aktywności fizycznej najlepsza i najfajniejsza jest różnorodność. Jako dziecko byłam dość aktywna, godziny spędzone na podwórku, tu bieganie, tu rolki, tu rower, na basen też często chodziłam... a potem jako nastolatka znienawidziłam ćwiczenia i zaczął się "siedzący tryb życia" oraz wymigiwanie się z wf, jak się tylko dało. Co spowodowało po latach bóle pleców (mam skrzywienie kręgosłupa, a jak się siedzi, garbi i nosiło ciężkie plecaki, najczęściej na jedno ramię, to raczej im się nie pomagało). Moje życie się zmieniło dzieki przymusowemu wf na studiach. Początkowo uważałam to za stratę czasu, ale zaliczyć musiałam. Trafiłam na pilates, ponieważ koleżanka poleciła mi prowadzącą. Zależało mi tylko na tym, żeby prowadząca była spoko, a dyscyplina była nieważna. I polubiłam pilates, chociaż z początku było cholernie ciężko. Ale to dzięki niemu wróciłam do aktywności fizycznej. W drugim semestrze już świadomie wybrałam pilates, chociaż musiałam już iść do innej prowadzącej (zajęcia z tą poprzednią kłóciły się z moim planem zajęć). Dzięki temu, że kazała każdemu przygotować 15 min prowadzenia zajęć dla grupy, musiałam coś wymyślić - trafiło mi się rozciąganie. Kilka ćwiczeń z zajęć, filmiki z YouTube... żeby zapamiętać kolejność, zaczęłam ćwiczyć w domu. Zadanie zdałam, ale w domu ćwiczyłam dalej - nagle mnie plecy przestały boleć. Do dziś do każdego treningu wplatam te ćwiczenia rozciągające.
    Potem zaczęłam bardziej interesować się aktywnością fizyczną, bo zaczęłam zauważać, że jednak jest fajna. I jakoś tak trafiłam na Twojego bloga, wiele z ćwiczeń, które opublikowałaś, stosuję w treningach. Do tego stosuję dzikie podskoki do muzyki (które chciałabym nazwać tańcem/zumbą, ale obawiam się, że nie mogę :D). I coraz częściej korzystam z różnych przyrządów do ćwiczeń. Uwielbiam piłkę gimnastyczną, zachęcona Twoim wpisem kupiłam obciążniki na nadgarstki (też w Biedronce) i jestem z nich zadowolona. Na instagramie pisałam, że ostatnio zakupiłam hantle. Uwielbiam je, chociaż jestem na etapie machania samymi gryfami :D Dzięki ładnej pogodzie zaczęłam jeździć na rolkach, już mam w sumie 15km za sobą (3 dni po 5km). I jedyne, czego mi do szczęścia brakuje, to wałek piankowy, o którym też wspominałaś.
    Z początku zaczęłam ćwiczyć z powodu pleców. I odkąd zaczęłam regularnie ćwiczyć zdarzyły mi się 2 czy 3 przerwy, w ciągu których w ogóle nie ćwiczyłam - ból powracał, więc to jest jedna z moich największych motywacji do ćwiczeń. Potem pomyślałam, że może zrzucę oponkę z brzucha. Nadal jej nie zrzuciłam, ale przestałam się tym przejmować tak bardzo. Liczę na to, że się zrzuci, nawet jeśli nie będę obsesyjnie się mierzyć, czy coś drgnęło :) Ważniejsze jest, że zauważyłam jak bardzo moje ciało się zmieniło, jestem bardziej rozciągnięta, mam lepszą kondycję, lepsze zdrowie... ostatnio więcej siły (marzę o mięśniach na moich chudych rękach, ale to właściwie tylko "dodatek". Bardziej cieszę się z tego, że potrafię zrobić kilka pompek, chociaż rok temu nie potrafiłam zrobić ani jednej :))
    Jakoś rok temu próbowałam ćwiczyć interwały (marzyłam o tym, że pomogą mi zrzucić tę oponkę z brzucha). Przerwałam po kilkunastu treningach. Nie byłam pewna, czy naprawdę daję z siebie 100%, miałam zakwasy (czego nie lubię, na szczęście teraz zdarzają mi się baaardzo rzadko, nawet po godzinnym treningu), bolały mnie stawy - szczególnie kolana. I stwierdziłam, że to nie dla mnie i prawdopodobnie robię sobie tym więcej szkody niż pożytku. To ja już wolę zrobić cardio, dłużej, ale z przyjemnością.
    Jednak nie widzę sensu w lajkowaniu strony na facebooku albo tworzeniu strony "no hiit". Po co dzielić się tym, że czegoś się nie lubi i nie ćwiczy? Nie chcesz - nie ćwicz, nie cały świat musi o tym wiedzieć. Nie lepiej tworzyć strony o czymś, co się lubi i co się robi? Może jestem zbyt dziwna, żeby to zrozumieć... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zgadzam się z Tobą kochana w 100%. Zdrowie najważniejsze. Nie da się utrzymać "bikini" super formy przez cały rok. TO MIT!

    OdpowiedzUsuń