środa, 23 lipca 2014

Poprawne burpees (krokodylki)

Nie pytam czy znacie to ćwiczenie, bo odpowiedź jest oczywista. Jest idealne do treningów ogólnorozwojowych, odpowiednio wplecione skutecznie podnosi tętno do pożądanego przy spalaniu tkanki tłuszczowej poziomu, niezastąpione przy interwałach. Wykonywane w szybkim tempie to czyste szaleństwo. 

Sama wykorzystuje burpee w swoich treningach. Mimo, że na zajęciach nieustannie przypominam o technice przed i w trakcie wykonywania, to i tak wkradają się błędy. Jeśli ćwiczysz w domu i chcesz upewnić się, że twoje krokodylki są na piątkę, zapraszam do krótkiej lektury. 

Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwę ćwiczenia i wyskoczy nam nieskończona ilość zdjęć i filmików instruktażowych. Najbardziej dziwi mnie to, że połowa z nich pokazuje poprawne wykonanie, a druga (częściowo) błędne. Dla ułatwienia pomijam pompkę, o której będzie oddzielny wpis. 

Błąd nr 1  - według mnie najgorszy, to wyskok w górę z siadu kucznego klik, klik.
Dlaczego? Wierzę, że każdy kto jest zainteresowany treningami słyszał nie raz, że przysiady robi się na całej stopie, a odrywanie jej jest niedopuszczalne. To samo dotyczy przysiadów z wyskokiem, bo tutaj przeciążenie stawu kolanowego może być jeszcze większe. Ta faza burpee to nic innego jak wyskok z przysiadu. Nie mam pojęcia skąd wzięło się to kucanie!!? Całą stopa na podłodze! klik klik 

Błąd nr 2 - opuszczanie głowy 
Po krokodylkach robi Ci się słabo? Jasne! Może to być przez zmęczenie, albo opuszczanie głowy poniżej tułowia. Podczas treningu wzrasta ciśnienie tętnicze, a opuszczanie głowy poniżej poziomu serca w takim stanie nie jest wskazane. Może doprowadzić to zawrotów głowy, zasłabnięcie. Nie chcę nawet straszyć krwotokiem do mózgu, jeśli masz problemy z wysokim ciśnieniem. 


Rób ćwiczenia poprawnie! Zdrowie jest jedno :)


krokodylki

Mam nadzieję, że przyjrzycie się teraz swoim burpees ;)

środa, 9 lipca 2014

Z kim warto ćwiczyć? Internetowe treningi pod lupą


Kolej na Cassey Ho, czyli autorkę filmów na kanale blogilates. Na jej materiały, które rozprzestrzeniły się w całym internecie można trafić z łatwością. Na Waszą prośbę postanowiłam przyjrzeć się choć częściowo jej treningom - nie dałabym rady obejrzeć wszystkiego. Propozycji jest bardzo wiele, choć z drugiej strony filmiki długie nie są i wypadałoby połączyć choć trzy, aby konkretnie poćwiczyć.

Cassey jest bardzo pogodna i jej temperament oraz poczucie humoru zdecydowanie mi odpowiadają. Kwestia gustu. Treningi są w większości zainspirowane pilatesem, stąd niewielkie odstępstwa od typowej techniki wykonania, np. ułożenie stóp.

Ćwiczenia bardzo mi się spodobały i na plus mogę zaliczyć

- powiew świeżości (te ćwiczenia mogą być miłą odmianą dla tych któym obrzydły przysiady)
- dużo ćwiczeń w leżeniu, w podporach, w klęku - ważna informacja dla tych, którzy mają problemy z kolanami i skakanie nie jest u nich wskazane)
- mimo, że jej propozycje wydają się w większości spokojne to zapewniam Was, że to tylko złudzenie i mięśnie zapłoną
- Cassey ma świetną technikę i o ile będziesz się starała skupić na dokładnym jej naśladowaniu - jesteś bezpieczna
- dużo zrozumiałych wskazówek - nawet bariera językowa nie przeszkadza ;)


Co mi się nie podoba? Nie podobają mi się treningi cardio, spalanie, interwały itd. na tym pastelowym i miłym dla oka kanale

Cassey wraz z intensywnością przechodzi transformację z profesjonalistki do amatorki. Nie wiem jak to jest możliwe, ale takie odniosłam wrażenie po obejrzeniu jej treningów fat loos cardio, czy fat burner. Niedokładnie, niechlujnie i chaotycznie. Szkoda, bo zapowiadało się idaelnie.
Spójrzcie na akrobacje, którą znalazłam w Spring Filing 2. Nie próbujcie tego w domu. Ja nie mam odwagi!
Wiadomo, że nie wszystko jest źle i jeśli znasz poprawną technikę to możesz ćwiczyć, ale po co skoro są inne treningi, bardziej przemyślane i lepiej pokazana? :)


Krótko podsumuję, żeby nie zostawić Was z takimi rozbieżnymi opiniami
Treningi typu pilates - polecam
Treningi o wyższej intensywności z wszelkim fat w nazwie - odradzam


Inne rezenzje

piątek, 4 lipca 2014

Przedwakacyjna redukcja dobiegła końca


Ponad miesiąc temu pisałam o kilku zmianach w mojej diecie. Niestety nie przyłożyłam się należycie do tej redukcji i zdarzało mi się łamać każde z postanowień. Jak ja mogłam w ogóle założyć, że nie będę jadła owoców po piętnastej, skoro czerwiec to sezon na wszystkie moje ulubione! Nie wiem o czym ja myślałam. Jestem gotowa na wiele poświęceń, ale na pewno nigdy nie będę rezygnować z rzeczy/jedzenia, które sprawiają mi tyle przyjemności. Soli spożywałam bardzo niewiele, a z wodą bywało różnie. Ostatnio nawadniam się arbuzami (do kolacji również). Temat słodyczy pominę, bo jest mi wstyd!

Czas napisać z czego jestem zadowolona. Nie przejadam się. To był zawsze mój grzech numer jeden. Wielkości porcji są takie, że jestem najedzona, ale nie pękam. Kilka lat temu było by to dla mnie ogromnym wyrzeczeniem, żeby powiedzieć sobie stop. 
Chleb na kolacje. Znacie to? Jedna pyszna kanapka, potem druga i kończy się na połowie bochenka. Dlatego na ten posiłek pieczywko po prostu dla mnie nie istnieje.  

Zastanawiałam się czy jest w ogóle sens dodawać ten wpis, bo byłam przekonana, że nic a nic się nie ruszyło. Potem pomyślałam, że skoro napisałam o tej nieszczęsnej redukcji to muszę dokończyć temat. Zestawiłam zdjęcia i przybiłam sobie piątkę. 

Wszystkie zdjęcia zrobiłam rano przed śniadaniem


Nie są to może idealne zdjęcia porównawcze, ale powiedzmy, że ujdą. Myślę, że pewne zmiany, które dostrzegam są również spowodowane fazami cyklu miesięcznego kobiety i redukcją soli, ale i tak jest to dobry punk wyjścia do poprawienia mojej diety, która od dłuższego czasu kulała, głównie przez moją słabą organizację (praca mnie odrobinę przygniotła)


Nie wiem czy waga pokazałaby jakikolwiek spadek wagi i szczerze mówiąc nie jestem ciekawa. Zdjęcia porównawcze przebijają również mierzenie obwodów. Centymetr nie ma opcji pomiaru jędrności ciała...
Podobają mi się wszystkie zdjęcia. Latem zdecydowanie bardziej lubię wersje szczuplejszą. Pocierające się o siebie uda, które podwijają szorty do góry to nic fajnego. Dzisiaj spodenki leżały dokładnie tak jak powinny ;)

W tytule napisałam, że redukcja dobiegła końca, ale stwierdzam, że ani nie była to redukcja, ani nie dobiegła końca. Niech dobre nawyki zagoszczą na stała :)