niedziela, 31 sierpnia 2014

Bye bye summer mix zdjęć

Dawno nie gościł tutaj żaden mix zdjęć, a że dzisiaj mamy ostatni dzień wakacji to chyba dobry moment na takie fotograficzne podsumowanie. Jak zwykle lato zleciało jak jeden dzień. Miałam jakiś tydzień urlopu, który częściowo spędziłam w Mielnie. Kilka dni zajęło mi również leniuchowanie nad pięknym jeziorem. Cudowny czas i piękna pogoda, która tego roku rozpieściła nas do granic. Czuję się naładowana energią i gotowa podbijać świat.

Zapraszam do oglądania :)



1. Dla jednej robienie makijażu to strata czasu, a dla innej przyjemność. Należę do grupy nr 2
2. Mój wakacyjny bronzero-rozświetlacz
3. Nadmorski pedicure 
4. Wakacyjne zapachy - wszystkie piękne i rozpieszczające zmysły


Idealny wakacyjny relaks. Uśmiecham się do siebie na samą myśl o tych chwilach


Weselny outfit, poniżej piękna suknia na nieziemskiej talii panny młodej



Czysta woda sprzyja kąpielom. Takiej nie ma nigdzie :)
Vito w siódmym niebie dzięki połączeniu aportowania i pływania


1. Zakupy z Ziaji. Krem fajny, żel i piling pachną jak płyn do mycia naczyń - koszmar
2. Zmęczone kąpielami psiaki
3. Tak kończy się każda próba wykonywania ćwiczeń w domu
4. Buty, które zabrałam na urlop


1. Szybki posiłek
2. <3
3. Czas wrócić do formy. Czuje ogromną motywację (jak nigdy)
4. Arbuz i borówki. Dlatego kochamy lato. Prawda? :)


Spodnie z nowej kolekcji adidas. Jestem w nich zakochana <3


1. Śniadanie
2,3. Moje ulubione miejsce na relaks. Czas płynie tam wolniej i każdego dnia budzę się młodsza ;)
4. Bez dwóch zdań - moje ulubione buty


I nadeszła jesień :) Wczorajsze zakupy, z serii "do wszystkiego". Zdecydowanie częściej kupuję ubrania do ćwiczeń i chyba trochę wyszłam z wprawy. 
Boyfriend jeans, kupiłam za niewielkie pieniądze jeszcze w wakacje, ale zaliczam je do jesiennych hitów, bo już stały się jednymi z moich ulubionych spodni "do latania".


Jak się macie po wakacjach? Czujecie przypływ energii jak ja, czy raczej jej spadek? Będziemy
motywować się wzajemnie przez najbliższe miesiące? :)

INSTAGRAM <KLIK>

sobota, 30 sierpnia 2014

Urosły mi mięśnie po ćwiczeniach! Ratunku!

większe mięśnie od ćwiczeń

Nie dywagując o tym, czy mięśnie u kobiet wyglądają ładnie, czy brzydko zapoznajmy się z tematem. Zaznaczę tylko, że codziennie ktoś wpada na mojego bloga po wpisaniu w wyszukiwarkę haseł tego typu


Czy jest możliwe, żeby od ćwiczeń bez obciążenia, przysiadów, biegania, kilogramowych hantli itd. urosły mięśnie?

Zacznijmy od tego, że nie znam kobiety, która zajadałaby się mięsem jak mężczyzna. Jeden kotlet, kubeczek serka wiejskiego to wcale nie tak dużo, a na pewno nie wystarczy, żeby pokryć dzienne zapotrzebowanie. Żeby rozbudować masę mięśniową tego białka musi być dużo więcej. Mięśnie nie powstają z powietrza i niestety tłuszczyk z ud też nie zamieni się w tkankę mięśniową magicznym, nieznanym naturze sposobem Do tego potrzebne są aminokwasy, które dostarczasz do organizmu wraz z pożywieniem zawierającym białko i odpowiedni trening kulturystyczny. 


Dlaczego tak się dzieje i czy wszyscy trenerzy kłamią, żeby unieszczęśliwić niewinne, niegustujące w muskulaturze kobiety?

Spróbuję na przykładzie. Kobieta niezadowolona ze swoich ud i pośladków postanawia zacząć ćwiczyć. Wyszukuje na you tube treningu wpisując hasła "sexi legs workout", "odstające pośladki ćwiczenia" itp, albo przegląda grafik wybranego klubu i zapisuje się na wszystkie zajęcia, w których wymienione jest słowo uda, cellulit, pośladki... Nic dziwnego. Przecież to są partie ciała spędzające sen z jej powiek. Zaczyna ćwiczenia. Miesięczne wyzwanie, dwumiesięczne wyzwanie, dorzuca do tego 100 przysiadów dziennie. Będzie szybciej.
Tym sposobem, bez dnia regeneracji katuje swoje mięśnie, cellulit się zmniejsza, tłuszczu jakby mniej, ale... urosły uda. Udaje się, więc na internetowe forum i dzieli się swoimi (prawdziwymi) odczuciami, albo idzie do trenerki i mówi, że przez jej program treningowy uda stały się duże i w ogóle jest do kitu.

Co się dzieje z mięśniami poddanymi ćwiczeniom?

Osoba, która całe życie stroniła od aktywności fizycznej, nie wykonywała ćwiczeń wzmacniających, miała mięśnie (nazwijmy je) sflaczałe. Człowiek posiada mięśnie po to, aby mogły wykonywać prace i wraz z pierwszymi treningami mięśnie zaczynają nabierać kształtu, który jest dla nich naturalny. Załóżmy, że urodziłabyś się 100 lat temu na wsi i musiałbyś nosić wiadra z wodą z pobliskiej studni. Twoje ciało wyglądałaby nieco inaczej, niż teraz kiedy spędzasz 80% swojego dnia za biurkiem. Podobnie jest, kiedy mięsień jest kompletnie wyłączony z użytku. Kto miał jedną nogę w gipsie ten wie, że po jego zdjęciu różnica jest niewyobrażalna! Chudy patyk - tylko to przychodzi mi do głowy.

Wróćmy do pani, która wykonuje swoje ćwiczenia codziennie i  jej uda urosły aż tak, że nie może się wcisnąć w dżinsy

Naturalnym zjawiskiem jest dodatkowe ukrwienie mięśni, które wykonują pracę. Do tej pracy potrzebny jest tlen i to właśnie wzmożony przepływ krwi go zapewnia. Stan znany bliżej jako "po treningowa pompa".   Mikrouszkodzenia mięśni, które również są zupełnie normalne po ćwiczeniach, powodują obrzęk, uczucie sztywności, zatrzymywanie wody. Kiedy nie dajesz sobie czasu na pełną (!) regeneracje, utrzymujesz ten stan i twoje mięśnie na okrągło są opuchnięte.

 Proste? Logiczne? :)





niedziela, 24 sierpnia 2014

Zmiana nawyków żywieniowych to nie dieta

Nienawidzę diet odchudzających. Uważam je za bezsensowne, złe dla naszego zdrowia, złe dla sylwetki. 

Każdy, kto chce schudnąć powinien wykreślić to słowo ze swojego słownika i zastąpić je terminem dobre nawyki żywieniowe. 

Odchudzałam się bardzo wiele razy i za każdym razem wracałam do złych nawyków. Sukces, bo właśnie tak postrzegam swój aktualny wygląd, przyszedł dopiero wtedy, kiedy udało mi się wdrożyć kilka dobrych nawyków, o których pisałam już wcześniej <klik> <klik>

Bardzo cieszę się na każdy niedzielny obiad z rodziną, na pyszne ciasto babci, które niekoniecznie zawiera mąkę pełnoziarnistą lub inne bezglutenowe cuda. Lubię zjeść z mężem pizze z tłustym serem. Wiem, że wiele z Was odwiedza mojego bloga właśnie dlatego, że prowadzę normalne życie z normalnym jedzeniem, że nie liczę ilości zjadanego białka i nie ważę każdego ziemniaka. Myślę, że właśnie to udowadnia możliwość znalezienia balansu w tym popychającym nas do skrajności świecie. 

Dieta odchudzająca może odebrać życiu wiele przyjemności. Dzięki dobrym nawykom żywieniowym, cieszę się każdym smakołykiem. Wystarczy wiedzieć kiedy i na ile mogę sobie pozwolić :)









Jak to wygląda u Was? Łatwiej jest Wam trzymać rygorystyczną dietę z dokładną rozpiską, czy zdajcie się na podpowiedzi jakie daje organizm?